Hello, all! I recently heard a beautiful song by Piwnica pod baranami, which I think is a ballade. I tried my best to figure the lyrics but meaning of some verses still seems a tad bit unclear to me. Would you mind helping me out, huh?
Here are the lyrics in their entirety:
Daty, daty, kolejne daty, jakby nie można inaczej.
Czas w brzuchu martwego konia, puchnąc mruczy coś Ziemia! Ziemia!!! - wrzeszczy pijany grabarz. Ziemia! Ziemia!!! I zasypuje nią gniazdo bocianie, Z Tobą w środku. Ziemia! Ziemia!!! Ale głupcy mimo to czekają, Na ten czerwiec i także następny.
Wpadnij Pan choć na pół papierosa. Na uśmiech, słowo, brzęknięcie, szept. My tu żyjemy proszę Pana Jak te konwalie, jak bzy albo - pet.
Na Błoniach mlecze, raz żółte, raz białe Taki majowy szmonces.
W Niebie bezzębne anioły - wiem - Mielą żarnami dziąseł, Przetrawioną wcześniej na Ziemi, Rzadką papkę. Rzadką papkę - ludzkich miłości.
Wpadnij Pan nocą, wieczorem z rana, Na najkrótszy z krótkich milczący szept. Bo my umieramy trochę bez Pana. Jak te konwalie, jak bzy, albo - pet.
Halo! Halo
Wpadnij Pan choć na pół papierosa. Na uśmiech, słowo, brzęknięcie, szept. My tu żyjemy proszę Pan Jak te konwalie, jak bzy albo - pet.
Halo! Halo! Halo!
Wpadnij Pan choć na pół papierosa. Na uśmiech, słowo, brzęknięcie, szept. My tu żyjemy proszę Pana Jak te konwalie, jak bzy albo - pet.
And what I'd like translated (or helped with) is the following:
1. wrzeszczy pijany grabarz 2.Wpadnij Pan choć na pół papierosa. 3.My tu żyjemy proszę Pana Jak te konwalie, jak bzy albo - pet. 4.Na Błoniach mlecze, raz żółte, raz białe 5.Rzadką papkę - ludzkich miłości
THANKS MUCHLY!
|