alexw68: Co do tego fragmentu - no, jakoś wątpię, żeby studentowi lub szaremu obywatelowi to by się podobało. (To co mówiłem miało dotyczyć nowoczesną twórczość - przepraszam, bo chyba podświadomie wróciłem do głównego tematu wątku nie dając znać) Fragment ten z punktu widzenia młodszego czytelnika pachnie nieco elitarnością i naftaliną. W dodatku chimeryczność młodzieżowych aspiracji to stara, stara tropa w każdym języku - choć proza jest piękna, temat to trochę nieświeży...
Mnie też ten fragment zaintrygował, choć nie potrafiłem go uprzednio zinterpretować. W dalszej części tej samej książki (takie same aktualności sprzed pięćdziesięciu lat) znalazłem bardzo ciekawą opinię, która rzuca na wcześniejszy fragment trochę światła. Przepraszam, że z uporem wracam do tego samego tematu, ale uważam, że pewne przemyślenia odstawione do lamusa mogą być ciągle aktualne i ciekawe; sądzę, że tak jest w tym wypadku, a jeśli nawet nie, to chyba warto czasami wrócić do historii, tym bardziej, że jest ona tutaj bardzo zgrabnie opisana:
W Leysin zobaczyłem nową ludzkość, o której już wcześniej słyszałem, nie bardzo wierząc temu, co mówiono. Część hoteli jest mianowicie wynajęta w całości stowarzyszeniu francuskiemu, które przysyła do Leysin klientów na 2-tygodniowe wakacje zimowe. Klienci ci uczą się jeździć na nartach, robią to pracowicie przez cały tydzień aż do zupełnego zbaranienia. Potem kładą się spać, aby od rana iść na śnieżne zbocze, gdzie odbywa się wyszkolenie. Pytam o ich zawód i miejsce zamieszkania. Byli to niemal wyłącznie paryżanie, z zawodu technicy i inżynierowie. Niektórzy bardzo dobrze zarabiali po 30-50 razy więcej ode mnie. Wielu było z żonami i dziećmi. Kobiety były brzydkie, źle ubrane, wulgarne. Próbowałem z nimi rozmawiać, ale bez skutku. Jedynymi przedmiotami rozmów były ich samochody, jedzenie, sport i zdrowie. Rzecz osobliwa, średnie wykształcenie francuskie nie zostawiło u nich żadnych śladów prócz pewnej habilité w formułowaniu zdań (la composition, do której w szkołach francuskich przywiązują taką wagę). Prosperity wydała widocznie we Francji rodzaj cywilizacji plebejskiej, głęboko różniącej się od tej, jaką znaliśmy przed wojną. Aleksander Hertz, którego widziałem zeszłego roku po 22 latach pobytu w Ameryce, mówił mi, że Europa Zachodnia nie różni się już niczym od prowincji Stanów Zjednoczonych. W tym jest być może klucz do zrozumienia takich zjawisk jak de Gaulle, OAS itd. Dopiero dzieci obecnych inżynierów, kiedy sprzykrzy się im sport i samochód trafią na słowa Pascal avait un gouffre avec lui se mouvant i zamyślą się.
Chciałbym wiedzieć, czy rzeczywiści sport i samochody już się uprzykrzyły Francuzom, czy tylko im?
|