Ale ona nie odpowiada sloganami. Jest dobrze wychowana, i nie obraża (pochopnie) ludzi w odwecie. Zastanawia się nad motywami ich postępowania/ zachowania (zupełnie bez sensu, bo tu się nie ma nad czym zastanawiać), no ale drąży, i chce sobie daną kwestię przeanalizować, przemyśleć, a potem dojść do jakichś tam swoich własnych wniosków. Przygląda się tematowi z różnych stron, odrzucając mniej (według niej) racjonalne przesłanki. Być może zresztą faktycznie ma już jakąś teorię, i szuka dla niej potwierdzenia.
Swoją drogą to:
Amerykanie są juz tak zaprogramowani,że można im jednego dnia powiedzieć,że czarne jest biale - uwierzą. Następnego dnia to odwołać i powiedzieć,że czarne jest niebieskie - też w to uwierzą. skojarzyło mi się z pracami Orwella. Tylko, że on akurat pisał o zupełnie innym systemie, niż ten w którym nasi wyżej omawiani, tajemniczy Amerykanie się wychowują;)
Mnie nurtuje co innego. Amerykańscy naukowcy. Oni zawsze coś właśnie odkryli. Może to jedna wielka ściema? Może ich tak naprawdę nie ma, po prostu nie istnieją? Już nie wspominając o jakichkolwiek odkryciach...
No dobra, też ściemniam. Wcale mnie to nie obchodzi. Mogą sobie nie istnieć. Kompletna olewka.
|