PolishForums.com
POLAND . The Unofficial Guide
Unanswered | Archives
Poland Now and Then Witamy, Guest | PF Members | Gold Members

Polish Forums / Rozmowy po polsku /

Najciekawsze artykuły na koniec tygodnia


posts: 15

AdamKadmonThreads: 38
Posts: 1,120
Joined: Apr 23, 10
 Jan 15, 11, 11:42    #1
Czy nie sądzicie, że dobrym pomysłem byłoby to, żeby dla polaków przebywających za granicą, którzy być może nie mają dostępu do niektórych tytułów, robić wyjątki z artykułów publikowanych aktualnie w prasie? Oto mój wybór czasopism:

1. Tygodnik Powszechny
2. Gazeta Wyborcza
3. Polityka
4. Newsweek
5. Wprost

Czekam na wasz wybór tytułów. Czy pomysł wam się podoba? Każdy artykuł mógłby też być uzupełniany krótkim streszczeniem po angielski najważniejszych jego punktów. Co o tym sądzicie?

Dzisiaj mogę się podjąć streszczenia artykułów Wyborczej, za tydzień Tygodnika Powszechnego. Czekam na wasze propozycje.

AdamKadmonThreads: 38
Posts: 1,120
Joined: Apr 23, 10
 Jan 15, 11, 12:08    #2
dla Polaków
alexw68  Jan 15, 11, 13:05    #3
AdamKadmon:
dla Polaków

To jako honorowy tylko Polak :) proponuję artykuł naczelny w Polityce o rozmnożeniu żłobków, to raport z podtytułem Mamy wreście obiecującą ustawę o żłobkach.

Jako i ojciec półtorejrocznego potwora i taki, który od czasu do czasu myśli o założeniu przedsiębiorstwa w Polsce (jeden z 6-iu kandydujących pomysłów to przedszkoła). Jest kilka innych ciekawych artykułów o oszczędzaniu na emeryturę w tym samym numerze.
IronsideThreads: 59
Posts: 6,787
Joined: Feb 26, 09
 Jan 15, 11, 13:16    #4
AdamKadmon:
żeby dla polaków przebywających za granicą, którzy być może nie mają dostępu do niektórych tytułów, robić wyjątki z artykułów


może dla wszystkich na PF po angielsku, bo w dobie internetu to wątpię by ktoś nie miał dostępu.
AdamKadmonThreads: 38
Posts: 1,120
Joined: Apr 23, 10
Edited by: AdamKadmon  Jan 15, 11, 13:33    #5
Ironside:
w dobie internetu to wątpię by ktoś nie miał dostępu


Artykuły aktualnie publikowane mogą znaleźć się w archiwum gazety lub czasopisma za miesiąc, o ile w ogóle się tam znajdą.
wredotkaThreads: 5
Posts: 936
Joined: Aug 23, 10
 Jan 15, 11, 13:37    #6
Wrzucaj co tam masz ciekawego. Byle nie o raporcie MAK-u.
Przypadkowo mam przed nosem Głos Wielkopolski/ Monitor Wielkopolski. I nic mnie nie zainteresowało, albo niewiele. Marazm.
Na forach dla Polonii w UK traktują nas jak debili i wklejają przedruki z onetu, albo inne na poziomie Faktu.
Nie da się tego czytać.
Mama nie ustaje w uprawianiu swojej indoktrynacji serwując mi katolickie Miłujcie się.
Niestety dla mojej libertyńskiej duszy to już za wiele.
Tytuły jakie podałeś, z tego co pamiętam też mnie nie wciągnęły. Wylądowały w koszu. Razem z Angorą.
Najciekawsze okazały się czasopisma Charaktery (www.charaktery.eu portal psychologów) i National Geographic.

A zresztą, może wiesz lepiej, co warto czytać, to znaczy na jakie artykuły zwrócić uwagę.
Bo w sumie, to jestem zniechęcona do gazet. I do telewizji zresztą też.
Od dawna.
Marynka11Threads: 8
Posts: 1,447
Joined: Nov 3, 10
 Jan 15, 11, 16:45    #7
wredotka:
Miłujcie się.

Lol, brzmi jak tytuł jakiejś hipisowskiej gazety.

AdamKadmon:
którzy być może nie mają dostępu do niektórych tytułów, robić wyjątki z artykułów publikowanych aktualnie w prasie

Dobry pomysl. Ilość reklamy w polskich internetowych czasopismach zawsze mnie zniechęca, szczególnie denerwujące są the reklamy które spadaja co jakis czas i trzeba je wylączac.
AdamKadmonThreads: 38
Posts: 1,120
Joined: Apr 23, 10
Edited by: AdamKadmon  Jan 15, 11, 17:32    #8
Artykuł z Gazety Wyborczej: Mądrość 2.0

Autor: Profesor Tomasz Szkudlarek. Pedagog, kierownik zakładu Filozofii Wychowania i Studiów Kulturowych na Uniwersytecie Gdańskim

Rozmawia: Miłada Jędrysik

Google zeskanował już 12 proc. wydanych na świecie książek i skanuje dalej. Niedługo cała dostępna wiedza może być na odległość kilku kliknięć.

Ale czy ta wiedza naprawdę będzie dostępna? Przecież nie cała wchodzi do domeny publicznej, wprost przeciwnie. To paradoks, że żyjemy w świecie, w którym ideałem jest gospodarka oparta na wiedzy, ale wszystko, co może przynieść zysk, jest chronione tak ściśle jak nigdy przedtem.

Nasze szkoły systematycznie i konsekwentnie kształcą nas do życia w takim świecie. Dobrym przykładem jest panika plagiatowa – lekcja uświadamiająca, że wiedza jest prywatną własnością. Przechodzimy w edukacji od kształcenia, które daje wiedzę, do takiego, które daje umiejętności produkowania wiedzy. Na masową skalę kształcimy robotników wiedzy: naukowców, informatyków, którzy są najemnymi pracownikami w prywatnych firmach.


Google has announced that it has scanned 12% of all the books, so soon all knowledge will be immediately available. Answering Miłada Jędrusik's question, professor Szkudlarek noticed that not all of what is scanned is publicly accessible, just the opposite, the reason is that everything what can be profitable is protected more strictly than ever before. To illustrate this he gives an example of plagiarism scare, which makes us aware that knowledge is privately owned.

Ale przecież za wynalazkiem kryje się nakład czyjejś pracy, umiejętności. Dlaczego nie miałby mieć do tego prawa?

A dlaczego wiedza w ogóle ma być opatentowana? A jeśli już musi, to dlaczego opatentowywać genom, ludzkie komórki, leki przeciw AIDS? Wielki postęp medycyny w XX wieku – szczepionki, antybiotyki, zlikwidowanie chorób epidemicznych – byłby dziś niemożliwy do powtórzenia. Te populacje, które są najbardziej zagrożone wirusem HIV, mają najmniejszy dostęp do laków przeciw AIDS ze względu na ich cenę.

… Oczywiście jest w świecie zachodnim presja na to, żeby wyniki badań finansowanych ze środków publicznych były dostępne w domenie publicznej. To reakcja na bezrefleksyjną wiarę, że prywatyzacja rozwiąże wszystkie problemy.


The journalist’s objections are that knowledge should be patented so privately owned because knowledge is the result of scientists’ effort and they must be paid for for their work.
On the other hand, prof. Szkudlarek objects to patenting the human genom, HIV/AIDS drugs, and human cells. And adds that with today’s attitude great advances of the 20th century medicine like vaccines, antibiotics, epidemic diseases wouldn’t be impossible. There are, however, tendencies in western countries counterreacting to the pressures of thoughtless believe that privatization is a cure-all for each and every problem.
…………………………………………………………………………..


Pozostałą część rozmowy przedstawię w najważniejszych punktach:

Konsekwencje prywatyzacji wiedzy

Finansowanie badań naukowych na zasadzie grantów zewnętrznych spowoduje, że wyniki nie będą stanowić własności uniwersytetu, tylko organizacji finansujących i ta wiedza nie będzie częścią kształcenia uniwersyteckiego. Uniwersytet będzie więc kształcił umiejętności, które uczynią studentów „zatrudnianymi” w sektorze usług lub sektorze produkcji wiedzy. Zniknie zupełnie poczucie integralności i niezależności uniwersytetu, a także to, że odkrycia i wynalazki wynikają z czyjejś poznawczej pasji. Jeżeli będziemy skupiać się na wiedzy o charakterze aplikacyjnym, to sami zgłupiejemy. Dzisiejsze poczucie pozoru w edukacji akademickiej to efekt jej umasowienia. W Polsce ten proces zaszedł bardzo daleko.

The consequences of knowledge privatization

The effect of introducing the research grant system will be damaging of traditional universities, because the fruit of the research will be owned by outside institutions and the resulting knowledge will not be handed over to students. Universities only aim will be then to pass over some practical skills, which will make students “employable” in the service sector or knowledge production sector. The concept of integrity and autonomy of a university will disappear. Also the disinterested passion for knowledge and discovering new things will become the thing of the past. That’s a road to stupidity.

Edukacja podstawowa

W szkole freinetowskiej, stworzonej na początku XX wieku, wiedza zgromadzona przez uczniów wchodzi w obieg, dzieci same pisały podręczniki. Web 2.0, w którym wszyscy jesteśmy twórcami treści, już istnieje w tradycji pedagogicznej.

Wiedzy w sieci jest nadmiar, a ilość przeważa nad jakością. W bibliotece wiedza była „certyfikowana” w Internecie użytkownik sam musi zdecydować czy jest wartościowa. Stąd druga wersja szkoły, która zamierza konkurować z pozaszkolną edukacją w sieci, stawia sobie zadanie uczenie selekcji. Możemy niedługo wrócić do klasycznych, XIX-wiecznych koncepcji pedagogicznych. Szkoła powinna się stać znacznie bardziej ascetyczna i dramatycznie zredukować ilość informacji, które się w niej przyswaja. A gdy przestaniemy gonić za wiedzą dostępną w sieci, możemy nastawić się na wychowanie, formowanie człowieka. W cyfrowym świecie szkoła zamiast się modernizować może stać się bardziej konserwatywna.

Elementary education

At the beginning of the 20th century, Freinet created a new concept of teaching in which real experiences of children were entered into textbooks written by them. Web 2.0, where all are creators of the content, already exists in the pedagogical tradition.

But everyone notice that there is too much knowledge on the Net, and what lacks most is the quality of it. In a traditional library, knowledge was, in a sense, certified. Today the user of the Net must decide what is worth and what is not. From this concerns comes out the other version of school, which is to compete with informal (outside classroom) education based on the Net, and teaching us how to sort the wheat from the chaff. So soon we can come back to the 19th century pedagogical concepts. Schools should become more ascetic and dramatically reduce the amount of information assimilated. When we stop chasing after knowledge available on the Net we can concentrate on education and on forming human character. So schools instead of being more modern can become more conservative.


Historyczne refleksje o teorii kształcenia

Pierwsza rozbudowana akademicka teoria kształcenia powstała w Europie na początku XIX wieku, jej autorem jest Johann Fridrich Herbert. Według niego podstawowym celem nauczania jest formowanie charakteru moralnego człowieka. Człowiek rodzi się bezwolny, podatny na zewnętrzne bodźce. Herbert mówi o dziecku, które nie jest w stanie skoncentrować uwagi na jednym obiekcie. Trzeba – używając aktualnej metafory – powyłączać zbędne ekrany. Gdy uda się skupić uwagę, może się wykształcić zainteresowanie. Gdy pojawi się wola możemy dojść do charakteru. To, co dziś powszechnie zaakceptowalibyśmy jako cel wychowania, czyli wolność i autonomia, niezależność jednostki, zostanie zbudowane przez pewien rodzaj przymusu związane z ascetycznym przeorganizowaniem środowiska szkolnego. Tego typu szkoły istnieją i mają się bardzo dobrze. Mało tego, to są szkoły elitarne. Ludzie o wyższym statusie społeczno-ekonomicznym są zainteresowani bardziej klasycznymi, tradycyjnymi formami edukacji, gdzie mamy do czynienia z silną dyscypliną, z silnym naciskiem na lekturę. Żadne tam komputery tylko książki. Kompetencje związane z jakimikolwiek formami przywództwa, które chcą u swoich dzieci wykształcić ludzie o wysokim statusie, wciąż są związane z kulturą pisma.

Historical reflections on education theory

The first academic theory of education were developed by Johann Fridrich Herbert at the beginning of the 19th century. According to him the main goal of education is to form the moral character. Men are born passive, malleable by external stimuli. Herbert talked abort lack of concentration, in modern language we would talk about the need to switch all unnecessary screens. When we will be able to focus attention, then we can cause interest to appear and then will to shape character. What we have universally accepted as the goal of education – freedom, autonomy and independence will be a result of pressure being a part of ascetic reorganisation of school environment. That kind of schools already exist and are performing very well; indeed, they are elite schools. People of higher socio-economic status are interested in more classical, traditional forms of education, with strong discipline and strong emphasis on reading. Books, no computers or other gadgetry. Authority to lead people, which is so seek after among the people of high social status, is still connected with the culture of the written word.


Pozory równego wyboru sposobu kształcenia

Rynek edukacyjny jest fundamentalnie niesprawiedliwy. Mamy pozór równości wyboru, podczas gdy możliwość realnego wyboru szkoły dla dziecka wiąże się z kapitałem. Po pierwsze kapitałem kulturowym, świadomością, gdzie jaki typ edukacji może człowieka zaprowadzić. Po drugie z kapitałem finansowym: wielu ludzi nie stać nawet na to, żeby dziecko dojeżdżało do szkoły w innej dzielnicy. I dlatego mamy do czynienia z rozwarstwieniem się edukacji publicznej, są „lepsze” i „gorsze” gimnazja.

The false appearance of free choice of a form of education

The educational market is fundamentally unjust. We have only but appearance of choice. Actually, real choice of a school is determined by capital we have – cultural capital, for the first, and financial capital for the second. Some people cannot even send their children to a school in a better district. That’s why we have the stratification of public education into „better” and „worse” gimnazjums (schools for pupils aged 12 to 15).

Szkoła a przygotowanie do przyszłego zawodu

Obecny system kształcenia zawodowego sprawdzał się w epoce industrialnej, w wielkich centrach przemysłowych. Jeśli teraz nauczymy kogoś spawania w osłonie argonowej, to nawet nie wiemy czy za 15 lat taka technika nie zniknie. Już widać w którą stronę będzie zmierzało kształcenie zawodowe. Zaczęło się to od doświadczeń brytyjskich w początku lat 90. W tej koncepcji głównym zadaniem jest certyfikowanie umiejętności potrzebnych ludziom w pracy. A te umiejętności można zdobyć gdziekolwiek. Szkoła miałaby się stać instytucją, do której zgłaszaliby się ludzie mający rozmaity zakres doświadczenia zawodowego, społecznego, kulturowego. Ten system dociera też do szkolnictwa wyższego w Europie. W Polsce jesteśmy trochę spóźnieni.

Schools and preparing for future jobs

The present occupational education system performed well in industrial era, in big industrial centres. Now we can see in which direction the occupational system will turn. The pioneers in that were the British in the beginning of the ‘90’s. In this concept the task is to certified the skills needed at work. Those skills can be learned everywhere. So the school is to become an institution to which the people having different occupational, social, cultural skills would come and teach. That system is even introduced in high level education in Europe. Poland is a bit late in implementing it.

Wychowanie moralne a autorytet

XIX-wieczna pedagogika wcale nie jest silnie związana z instytucją autorytetu. Wychowanie moralne można rozumieć w duchu kantowskim, jako wyposażenie człowieka w zdolność rozumienia własnych zachowań, a nie kierowanie się autorytetem. To wymaga dystansu do siebie i pewnej samodyscypliny, tego co się w pedagogice nazywa autonomią.

Kiedy sobie wartości kodyfikujemy, to upraszczamy sytuację. Tworzymy wzory osobowe, normy przykazania, akty prawne – i wtedy wiemy, co jest moralne, a co niemoralne. Kantowska perspektywa jest znacznie bardziej wymagająca. I pewnie nierealistyczna, bo zakłada, że wszyscy mamy zdolność dochodzenia do takiego wysokiego poziomu kompetencji moralnych. Tymczasem większość ludzi funkcjonuje na poziomie konwencjonalnej moralności, czyli respektuje pewne reguły narzucone z zewnątrz. Nie tylko szkoła je narzuca, ale dziś funkcję tę w dużej mierze pełni popkultura.

Moral education and authority

19th century education is not very strongly connected with an institution of authority. The moral education can be understand in the spirit of Kant’s moral theory, as providing a moral equipment to a man so he/she can understand his/her own behaviour and not to rely on authority. This requires a dose of distance for him/herself and self-discipline; that is, what we educationalists call autonomy.

This Kantian perspective is very demanding and probably unrealistic, because it assumes that we all can achieve the high level of moral competence. Meanwhile most of the people manager with a conventional morality; that is, respecting the rules imposed on them. Today not only school but also pop culture provided the role models.

Utyskiwanie na „dzisiejszą młodzież”

Młodzi ludzi wciąż mają tradycyjne wyobrażenia o tym co jest w życiu ważne. Z paniką moralną mieliśmy już do czynienia także wtedy kiedy ludzie zaczęli się uczyć czytać na masową skalę. U Platona w „Timajosie” jest passus o strasznych konsekwencjach umasowienia czytania, które spowoduje, że nie będzie już można odróżnić ludzi mądrych od udających mądrość. Kiedy upowszechniła się powieść też widziano w tym skandal. Czytelnictwo było czymś straszliwie podejrzanym: życie w świecie fikcji, wirtualnej przygody, rozbudzenie fantazji, wypieki na twarzy, rozerotyzowanie, i młodzi ludzie to wszystko czytają, skandal!

The waywardness of today's youth

As always. It doesn’t change. I do not translate this.

**********************************************************************

Poza tym mam następujące artykuły:

1) Równe jest lepsze - dwójka brytyjskich epidemiologów odkryła, że tam, gdzie panuje równość, nawet bogatszym żyje się lepiej.

2) Nauka nie jest od zarabiania. A humanistyka już na pewno - W reformie nauki dochodzi do głosu coś, co jest dziś w Polsce niepowstrzymane - kult rynku i mentalność postkolonialna. Ten stan umysłów będzie źle wpływał na polską naukę.

3) Miłosz i biesy - Antyzachodnie fobie Dostojewskiego nie były wstydliwym balastem, ale właśnie paliwem jego pasji i dzieł - o książce Czesława Miłosza "Rosja" pisze Jerzy Pomianowski.

Przetłumaczenie każdego z tych artykułów zajmie trochę czasu, może więc nie tłumaczyć?
AdamKadmonThreads: 38
Posts: 1,120
Joined: Apr 23, 10
Edited by: AdamKadmon  Jan 15, 11, 18:22    #9
Przepraszam za błędy w tłumaczeniu.

Is
... epidemic diseases wouldn’t be impossible.

Should be
... and overcoming of the epidemic deseases wouldn’t be possible

Is
will be damaging of traditional universities

Should be

will be damaging for traditional universities

Is
Universities only aim

Should be
The only aim of universities

Is
The first academic theory of education were developed

Should be
The first academic theory of education was developed

Is
to form the moral character

Should be
to form moral character

Is
then we can cause interest to appear and then will to shape character

Should be
then we cause interest to appear and eventually shape character.

Is
That kind of schools already exist

Should be
These schools already exist

Is
so seek after among

Should be
so sought after by

Są i inne błędy ale myślę, że te są najpoważniejsze. Następne tłumaczenie będzie już na pewno lepsze.
niburakThreads: 4
Posts: 50
Joined: Dec 12, 08
 Jan 15, 11, 18:39    #10
AdamKadmon:
robić wyjątki z artykułów

Jaka piękna inicjatywa!!! Nigdy nieprzyszłoby mi do głowy prosić kogokolwiek o takie poświęcenie. Jestem urzeczony twoim pomysłem. Podziwiam twoje zainteresowania literackie
i dziękuję że się nimi dzielisz. Cokolwiek wyda ci się interesujące, napewno znajdzie wdzięcznych odbiorców. Niełatwo tylko oszcować ilu.
wredotkaThreads: 5
Posts: 936
Joined: Aug 23, 10
 Jan 15, 11, 18:47    #11
AdamKadmon:
(...)może więc nie tłumaczyć?


Oczywiście, że nie tłumaczyć. Po co?

Marynka11:
Lol, brzmi jak tytuł jakiejś hipisowskiej gazety.


Coś w tym jest;)
MalopolaninThreads: 8
Posts: 198
Joined: Sep 5, 10
 Jan 15, 11, 18:57    #12
AdamKadmon:
1. Tygodnik Powszechny2. Gazeta Wyborcza3. Polityka4. Newsweek5. Wprost

Zapomniałeś o Trybunie Ludu i Komsomolskajej Prawdzie.
AdamKadmonThreads: 38
Posts: 1,120
Joined: Apr 23, 10
Edited by: AdamKadmon  Jan 15, 11, 21:08    #13
Malopolanin:
Zapomniałeś o Trybunie Ludu i Komsomolskajej Prawdzie.


Do tej pary pasuje tylko Gazeta Polska - polska tylko z nazwy.

Miłosz i biesy (2011 ROK MIŁOSZA)

Antyzachodnie fobie Dostojewskiego nie były wstydliwym balastem, ale właśnie paliwem jego pasji i dzieł – o książce Czesława Miłosza Rosja pisze prof. Jerzy Pomianowski

*******************************************************************

Profesor Jerzy Pomianowski ur. 13 stycznia 1921 r. (dwa dni temu skończył 90 lat).

Pisarz, krytyk teatralny, wieloletni współpracownik paryskiej Kultury, tłumacz m.in. Babla, Sołżenicyna i innych pisarzy rosyjskich. Redaktor naczelny wydawanego po rosyjsku pisma Nowaja Polsza.

*******************************************************************

Otwiera się tę książkę w mniemaniu, że jest plonem ubocznych zajęć znakomitego poety, zmuszonego na emigracji do wykładania literatury rosyjskiej tylko dlatego, że amatorów polonistyki było tam i wtedy jak na lekarstwo. Zamyka się tom z uczuciem zazdrości; jej przedmiotem są kalifornijscy słuchacze wykładów; treść i tezy kursu złożyły się na większość rozdziałów Rosji Czesława Miłosza.

Wykładowca chciał – i musiał – słuchaczy olśnić. Sam pisze jak się starał, „żeby zabłysnąć”; toż wykłady w Berkeley były pierwszym punktem zaczepienia w Stanach po wielokrotnych odmowach wizy, po głuchej samotności w podparyskim Brie, po pracowitej nagonce uprawianej zgodnie w Londynie i w Warszawie, a odpieranej tylko przez Kulturę Giedroycia.

Starania okazały się skuteczne. „Moje wykłady – powiada Miłosz – były wysoko notowane”. Nie każdemu to się udało. W krótkiej powieści Kazimierza Brandysa Pomysł polski visiting professor kaptuje sobie amerykańskich studentów prostym sposobem – kreując koło tuzina „sylwetek pisarzy polskich od XVI do XX wieku, których dzieła wymyślał przeważnie nocami. Cytaty improwizował w trakcie wykładu, zastrzegając się, że w języku angielskim nie sposób oddać urody oryginału”.

Miłosz nie musiał uciekać się do takich wybiegów. Rosyjska literatura wielbiona była ryczałtem w kraju skądinąd uważanym w ZSRR za wroga par excellence. Studenci naczytali się już Dostojewskiego i bezkrytycznych komentarzy do Biesów czy Braci Karamazow. Nowy wykładowca miał spore pole do rewelacji, przeznaczonych nie tylko dla słuchaczy i nie tylko rosyjskiego klasyka dotyczących. Dostojewski dał Miłoszowi pretekst – więcej, punkt Archimedesa – do podniesienia na mentalne wyżyny, ponad szablony i przesądy, obiegowych poglądów na temat Rosji. A mimochodem – także na temat Polski.

Sięgnął na wysoką półkę filozofii, od Swedenborga i Pascala po Nietzschego, nie dla popisu, ale dla wykazania, że przekonania Dostojewskiego nie brały się z przypadku ani stadnego odruchu. Wcale ich nie podziela, daje tylko przykład lojalności wobec – niech to będzie jasne – ideologa w istocie groźnego, ale godnego podziwu. „Prorok niewątpliwie – powiada Miłosz- ale i niebezpieczny nauczyciel”.

Bada lektury i studia pisarza, a także kontekst polityczny jego dzieł, aby objaśnić źródła i wektory ich fabuł. Najważniejsze: tym, co Miłosza w końcu obchodzi, jest FUNKCJA utworów Dostojewskiego wśród jego współczesnych i wśród nas. Książka wydana staraniem Zeszytów Literackich jest dlatego wydarzeniem wykraczającym poza ściernisko historyczno-literackie.

Zarazem uderza w niej klarowność stylu i zdolność do lotnych i trafnych orzeczeń („I co z potęgi, jeżeli zawsze jest potęgą centralnej władzy, a tymczasem w zaniedbanym, prowincjonalnym miasteczku niezmiennie powtarza się Rewizor Gogola?”). Jednocześnie przekonywa umiar w formułowaniu tych orzeczeń. Świetny wywiad, przeprowadzony z Miłoszem przez Sylwię Frołow, nosi tytuł Diagnoza nieostateczna. Tę książkę napisał niezrównany poeta i przenikliwy myśliciel, chociaż – za Szestowem – odmawiający czystemu rozumowi praw do monopolu na świętą rację.

Nie trzeba tracić słów na żale i polemiki z patriotycznymi potwarcami, którzy chcieli zagrodzić Czesławowi Miłoszowi drogę do krypty na Skałce. Wystarczy wiedzieć, że są to pospolici marnotrawcy skarbów narodowych.


**********************************************************************

Na Rosję składają się nie tylko Rozdziały z wykładami zbieżne. Już w tym pierwszym tomie trójdzielnego zbioru występują w osobnych rozdziałach Szestow i Rozanow, Władimir Sołowiow i Bieliński, Puszkin i de Custine, a także Zdziechowski i S.I. Witkiewicz. Ale wypowiedzi Miłosza, skupione dookoła postaci i dzieł Dostojewskiego, wydają się tu najbardziej wymowne i skłaniające polskiego czytelnika do namysłu.

Jest fenomenem już to, że pisarz – u którego co szuler i pozer; to Polaczek – właśnie w Polsce cieszy się największą z Rosjan poczytnością, również wśród pisarzy. Nową wielbicielkę Marka Hłaski poznawało się po tym, że z dnia na dzień zaczynała cytować Dostojewskiego. Ale nie tyle polski paradoks, ile POWSZECHNA w drugiej połowie XX wieku fascynacja autorem Idioty ciekawiła Miłosza.

Pierwszą nowiną, jaką zakomunikował swoim amerykańskim słuchaczom i czytelnikom, było odrzucenie szperania w życiorysie Dostojewskiego dla objaśnienia jego poglądów i niespodzianek fabuły w jego powieściach – a psychoanaliza wciąż była w modzie na uczelniach. Owszem, Miłosz wspomina mimochodem o kompleksie, jakiego mógł nabawić się pisarz, gdyby prawdą było, że miał gwałt na sumieniu, ale w Rosji znajdujemy inne, przekonywające i odkrywcze wyjaśnienia głównego motywu i zagadek jego twórczości.


********************************************************************** ***


Pierwsza z tych zagadek jest przedmiotem najczęściej zadawanego pytania: jak to możliwe, że autor tak porywających powieści był jednocześnie i otwarcie wyznawcą tak ciasnych poglądów? Horror budzi głoszenie przez niego odrażających (jak chce Clare Cavanagh, autorka wstępu) haseł, wśród których obrona carskiego samodzierżawia jest na Zachodzie wręcz niezrozumiała, zaś gromienie katolicyzmu jako źródła racjonalizmu i – w konsekwencji – ateizmu ma cechy doktrynerskiej manii. Jawna ksenofobia w swojej sztandarowej postaci – antysemickiej – dopełnia reszty.

Dwoistość tej postaci zdaje się tłumaczyć opinię, jaką miał o niej Joseph Conrad-Korzeniowski: „That grimacing and haunting creature, who is under a curse” (chimeryczna i pokrętna figura, na której ciąży klątwa). Miłosz jej nie podziela i nie rozumie lekceważenia stylu Dostojewskiego przez Nabokova.

Egzegeci Dostojewskiego starali się sprawę bagatelizować, rozmydlić lub nicować, na ogół bez powodzenia. Najdalej te usiłowania zaszły w ZSSR: niektóre utwory (zwłaszcza Dziennik pisarza i Biesy) dostępne były tylko dla nabywców dzieł zbiorowych pisarza, a i to nie zawsze. Inne zabiegi sprowadzały się do teorii dwóch Dostojewskich – tego sprzed katorgi i tego po powrocie z Omska. Miłosz wykazuje chwiejność tej tezy.

Ale autor Rosji czyni więcej: znajduje odpowiedź na fatalne pytanie. Wykazuje, że była metoda w tym szaleństwie i był mocny motyw, który pchnął Dostojewskiego do poglądów tak skrajnych, a w wypadku jego awersji do Polaków – tak prymitywnych. Miłosz twierdzi po prostu, że „Dostojewski miał jeden tylko wielki romans w życiu, z Rosją, i że – po pierwszej podróży na Zachód – przepełnił go „strach przyszłości”: lęk o losy Rosji, gdyby zapanowały w niej bezbożne idee ŚWIATOPOGLĄDU NAUKOWEGO, które doprowadziły kapitalistyczny, głodny zysku Zachód do degeneracji, a jego plebs na dno nędzy; toż widział to w dickensowskim Londynie.

Inteligencję rosyjską, „ludzi wiednych”, uznał za winowajców jutrzejszej katastrofy, straż przednią Apokalipsy. Już ją zobaczył w Rosji – proces Nieczajewa był właśnie w toku. To podczas niego pisał Biesy, bo postanowił bić na alarm, aby uchronić od wszelkiej zmiany ustrój despotyczny Rosji i jego święte filary.

Jest logika w tym schemacie. Mniejsza, że kapitalizm okazał się zdolny do samonaprawy, zaś ustrój despotyczny – do autodestrukcji, nadto dwukrotnej. Aliaż pasji, szowinizmu i groźnych okoliczności to dość, aby usprawiedliwić fobie pisarza wsparte piórem o niezwykłej sile przebicia.

Miłoszowi starczyło tego także na wysnucie jednej z głównych tez tej książki: zespół odstręczających poglądów nie był wstydliwym balastem autora Zbrodni i kary, ale właśnie paliwem jego pasji i jego dzieł. Tak było zapewne za życia pisarza. Czym jednak wyjaśnić późniejszy kult Dostojewskiego? Toż nie pochwała samodzierżawia ani dyskredytacja liberałów – z wywrotowcami do kupy – mogła porwać młodych i starych.


Miłosz zaczyna rozdział Biesy opowieścią, jak to zaczepił go w kampusie student i wyznał, że „lektura Biesów zmieniła jego życie, ‘bo to tak, jakby Dostojewski opisywał dzisiejszą Amerykę’”. Gdy spotkał się znowu, student kolportował już ulotki komunistyczne.

W jaki sposób – pyta Miłosz – powieść, która była gwałtownym ostrzeżeniem przed rewolucją, może „przekonać kogoś do jej dobrodziejstw”? Udziela odpowiedzi ważnej i dla nas, i dla siebie samego – ofiary UKĄSZENIA HEGLOWSKIEGO, która w porę pojęła, że miód był jadem. Studenci dowiedzieli się z Biesów, że istnieją prawa rządzące historią, że przyszłość jest przesądzona i trzeba tylko przyspieszyć jej bieg, choćby batem. Że to się nie udało Wierchowieńskiemu i Szigalewom, to wina słowiańskiego niezgulstwa; my to zrobimy lepiej.

Sądzić wolno, że do takiego efektu lektury Dostojewskiego przyczynił się zdumiewająco sugestywny sposób prezentacji jego bohaterów. Budzą nie zgrozę, lecz podziw swą determinacją i zdolnością dopowiadania każdej swojej myśli do konsekwentnej skrajności. Więcej chwały im zapewnił Dostojewski niż Stanisław Brzozowski swoją obroną szlachetności i ofiarności zamachowców w Narodnej Woli – Perwoskiej, Nieczajewa, bohaterów Płomieni.

********************************************************************** ****

Ba, ale Biesy czytali nie tylko studenci, filologowie czy tropiciele źródeł zła w bożym projekcie. Miał Dostojewskiego pod ręką Lenin. Miał Łunaczewski („Biesy? To o nas” – powiedział, a był już komisarzem oświaty). Znał te księgi Stalin, stoją w jego kuncewskiej bibliotece. Znał je Pol Pot, absolwent Sorbony. Czytały je dziesiątki członków Brigate Rosse i Rote Armee Fraktion. W nikim z nich nie wzbudziły, o ile wiemy, żadnych powściągów ani zmiany planów. Jednocześnie gruntowała się sława Dostojewskiego jako proroka. Istotnie – mnożyły się naśladowcy Wierchowieńskiego i wszędzie, gdzie dochodzili do władzy, zaczynali realizację planu Szigalewa – głosić wolność dla wprowadzenia przymusu. Nie świadczy to na rzecz sławetnej konieczności historycznej, dowodzi jedynie, że nie tylko księgi, ale również ideologie maję swoje losy. Są to jednak losy przewrotne.

Wspomniani wyżej zwolennicy popędzania knutem lokomotywy dziejów zwalczali PRAWOMOCNOŚĆ WŁADZY. Władza od prawieków należała do posiadaczy tzw. środków materialnych i broni. Komu ten sten rzeczy nie odpowiadał, zaliczany bywał w naszych okolicach – umownie - do lewicy. Jej zwolennicy mieli pewne wspólne cechy: zwalczali wyzysk, samowolę sądów, cenzurę, a przede wszystkim – despotię władzy wykonawczej. Dopiero w wieku XX lewica przejęła (mniejsza o szczegóły) gdzieniegdzie broń i środki. Okazało się prędko, że prawie wszędzie używa ich do przywrócenia despotii, teraz własnej. Miłosz pisze: „Tam, w Rosji, grupa Nieczajewa (…) odrzucała prawomocność władzy monarszej i całego systemu, wspartego na sakralności. Tu, na Zachodzie, przyszła kolej na władzę powołaną w wyborach”.

Otóż w Europie Wschodniej i Środkowej, na terytorium Obozu, pojawiła się i przetrwała aż do rozpadu ZSSR z jego strefą wpływów pokaźna grupa ludzi negujących prawomocność władzy zależnej od sąsiada hegemona i uzurpującej sobie idee wiązane tradycyjnie z lewicą, lecz tylko pozorowane. W Polsce udało się wtedy doprowadzić do zjawiska bez precedensu: sojuszu czołówki robotniczej z inteligencją. Wynikiem była wolność od cudzych wojsk i dyrektyw, władze obieralne, swoboda myśli, słowa i przedsiębiorczości.

I oto jesteśmy świadkami fenomenu – groteskowego i groźnego zarazem – o którym Dostojewskiemu się nie śniło. Wyrosła wśród nas konfraternia wyrodków demokracji nieuznająca prawomocności legalnie wybranej władzy, gotowa działać wzorem bohaterów jego Biesów – ale wyznająca wszystkie z grubsza wstydliwe idee ich autora: autorytaryzm, wstręt do wykształciuchów, pogardę dla świeckich tradycji, kult kołtuna i nienawiść do takich umysłowych talentów jak Czesław Miłosz.

Kto czytał jego Rosję, wie, czego nam trzeba bronić.


Rosja
AdamKadmonThreads: 38
Posts: 1,120
Joined: Apr 23, 10
 Jan 16, 11, 00:03    #14
Równe jest lepsze

Dwójka brytyjskich epidemiologów odkryła, że tam, gdzie panuje równość, nawet bogatszym żyje się lepiej. I wywołała wielką dyskusję europejskiej lewicy

Autor: Piotr Buras

********************************************************************** **

Równość jako idea przewodnia lewicy w Europie zgasła pod koniec lat 90. Tony Blair wypowiedział wtedy słynne zdanie, że nie interesują go zarobki Davida Beckhama, lecz pomoc biednym dzieciom. Owszem, równość wobec prawa, równość płci, równość polityczna – ten fundament postępowej europejskiej myśli politycznej od rewolucji francuskiej pozostał nienaruszony. Ale równość materialna?

Nie tylko żałosny upadek bloku socjalistycznego, także neoliberalna krucjata lat 80, pod chorągwiami Reagana i Thatcher zrobiły swoje. Przekonanie, że różnice dochodowe są eliksirem społecznego rozwoju, przestało budzić sprzeciw. Czyż nie mobilizują one stojących niżej w hierarchii do działania i – wspierając wzrost gospodarczy – nie wychodzą koniec końców wszystkim na dobre? Pragmatyczna lewica spod znaku Schroedera i Blaira za cel postawiła więc sobie „tylko” redukcję krzyczącej biedy.

O cudzie zmartwychwstania złożonej do grobu idei mówić więc musi ten, kto wsłucha się w debatę, toczącą się właśnie na europejskiej lewicy. „Równe znaczy lepsze” – krzyczy okładka pisma Berliner Republik. Wewnątrz autorzy związani z centrowym nurtem SPD udowadniają, że „przyszłość należy do społeczeństw bardziej egalitarnych”. O „egalitaryzmie jako nowej wielkiej idei” pisze austriacki publicysta i filozof Robert Misik w manifeście Instrukcja naprawy świata (Aufbau Verlag, Berlin 2010). Tej debaty nie wywołał jednak żaden filozof, tylko dwójka brytyjskich epidemiologów, którzy ładunkiem setek empirycznych danych rozbili w puch uchodzące od 30 lat za niepodważalne pewniki.

Równi radzą sobie lepiej

Richard Wilkinson i Kate Pickett, autorzy wydanej w 2009 roku Poziomicy (The Spilit Level), próbowali dowiedzieć się, dlaczego w nowoczesnych państwach przemysłowych ludzie mają tym więcej problemów zdrowotnych, im niżej znajdują się w hierarchii społecznej. I dlaczego ryzyko niektórych chorób jest większe w pewnych państwach niż w innych. Wzięli pod lupę 23 najlepiej rozwinięte kraje OECD i przewertowali setki naukowych opracowań. Sprawdzili, jak wygląda wzajemne zaufanie obywateli i ich długość życia, kto bardziej cierpi z powodu otyłości oraz w jakich krajach i w jakich warstwach społecznych rośnie konsumpcja narkotyków. Porównali dane dotyczące przestępczości i przemocy, a także ciąż u nastolatek, wyników dzieci w szkole i mobilności społecznej.

Doszli do wniosku, który dalece wykracza poza początkowe pytanie o przyczyny „nierówności w dziedzinie zdrowotnej”: „osiągnęliśmy decydujący punkt zwrotny w historii ludzkości (…). Dalsza poprawa jakości życia nie zależy już od kontynuacji wzrostu gospodarczego. Dzisiaj chodzi o wspólnotę, czyli o to, jak odnosimy się wzajemnie do siebie”

Bogate kraje odnotowują w dalszym ciągu wzrost PKB, nie prowadzi on już jednak do wydłużenia życia ludzi i poprawy ich zdrowia. Co więcej, wraz ze wzrostem dobrobytu przybierają na sile społeczne lęki, depresje i inne problemy socjalne. Słabnie także relacja między zamożnością a zadowoleniem z życia. „Gospodarczy sukces, społeczne fiasko” – konkludują autorzy Poziomicy.

Wilkinson i Kate Pickett badali rozwinięte kraje zachodniej Europy oraz USA, Kanadę, Nową Zelandię, Japonię i Australię. Krajów Europy Środkowo-Wschodniej nie uwzględnili (według ONZ Polska znajduje się w środku tabeli rozwarstwienia dochodów). Badacze stwierdzili, że problemy społeczne i zdrowotne największe są w najbiedniejszej Portugalii, najbogatszych w analizowanej stawce Stanach Zjednoczonych i pozostającej w jej środku Wielkiej Brytanii.

Najmniej kłopotów wykazują Szwecja i Japonia – oraz bogata Norwegia. Zasada jest prosta: im mniejsze różnice w dochodach, tym mniejsze problemy. Kraje skandynawskie i Japonia, w których przepaść między najbogatszymi a najbiedniejszymi jest najmniejsza, są prymusami we wszystkich analizowanych dziedzinach. Kraje, w których rozwarstwienie dochodów jest największe, mają najpełniejsze więzienia, najwięcej nastolatek w ciąży i rekordowe liczby psychicznie chorych. Przypadek? „Równe społeczeństwa niemal zawsze radzą sobie lepiej” – twierdzą autorzy w podtytule książki.

Chorzy z zawiści

Czy taka teza poparta empirycznymi dowodami nie jest zaproszeniem do rewolucyjnej wręcz transformacji zachodnich społeczeństw? Wilkinsona i Pickett, którzy w celu promocji swoich tez założyli instytut The Equality Trust, zaatakował konserwatywny think tank Policy Exchange. Doradzający aktualnemu rządowi Davida Camerona eksperci na 160 stornach próbowali podważyć ich ustalenia. Mieli powody do niepokoju, bo sam szef rządu powoływał się na The Spirit Level, a w przemówieniu 10 listopada 2009 roku obwieścił: „Wiemy w głębi duszy, że jak długo głęboka bieda sąsiaduje z wielkim bogactwem, wszyscy jesteśmy z tego powodu poszkodowani”.

Nie trzeba chyba dodawać, że praca Wilkinsona i Pickett wzbudziła zachwyt na lewicy. „Przez lata prawica mogła twierdzić, że nie ma alternatywy dla porządku ekonomicznego, który legitymizował powiększającą się przepaść między bogatymi i biednymi. Teraz zaczyna zdawać sobie sprawę, że egalitarnych argumentów nie da się łatwo zbić” – napisał komentator Nick Cohen, autor głośnej kilka lat temu książki Czym jest lewica?. Według dziennika The Guardian Wilkinson i Pickett sieją na prawicy panikę, gdyż ich krytycy niewiele są w stanie przeciwstawić ich argumentom. Czy nie jest tak, że lepszym niż materialne nierówności wytłumaczeniem różnic w jakości życia są np. czynniki kulturowe, liczba imigrantów albo zróżnicowane warunki rozwoju w przyszłości? W żadnym wypadku – odpowiadają w książce brytyjscy epidemiolodzy – korelacja z częstotliwością problemów społecznych i zdrowotnych nie jest nawet w przybliżeniu tak silna jak w przypadku nierówności materialnych.

Bo nierówności są źródłem stresu, zawiści i napięć. Na obszarze byłej NRD po zjednoczeniu bardzo szybko pojawił się problem z otyłością: nie dlatego, że ludzie zaczęli więcej jeść, lecz z powodów psychicznych obciążeń wywołanych transformacją i gwałtownym rozjazdem zarobków. Procentowy udział dotkniętych chorobami psychicznymi w różnych społeczeństwach – od 8 proc. w Japonii do 26 proc. w USA – wyraźnie odzwierciedla różnice w poziomie nierówności. W 2008 roku w Niemczech, we Włoszech czy w Hiszpanii co dziesiąty człowiek miał problemy psychiczne, w Australii, Kanadzie czy Wielkiej Brytanii co piąty. Zastanawiające, że taka sama korelacja występuje w przypadku śmiertelności niemowląt – w Stanach jest ona dwukrotnie większa niż w Japonii.

Badacze przyznają, że problemy częściej dotyczą ludzi stojących niżej w hierarchii społecznej – ale nie tylko: „W istocie rosnące nierówności szkodzą większości społeczeństwa”. Nawet bogatym żyje się generalnie lepiej w takich krajach, gdzie ich materialna przewaga nad uboższymi nie jest przesadnie duża. W USA, gdzie od lat 80 gwałtownie wzrosły różnice dochodów, publiczne wydatki na więzienia wzrosły – są już sześć razy wyższe niż na oświatę, w niektórych stanach równają się one dzisiaj nawet wydatkom na szkolnictwo wyższe. „Więcej równości rozwiązałoby wiele indywidualnych problemów w całym społeczeństwie, zjednoczyłoby także ludzi w ich wysiłkach na rzecz walki ze zmianami klimatu” – piszą badacze torujący drogę nowej „całościowej wizji lepszego społeczeństwa”.

Przykład Niemiec

Popularność ich tez jest nie tylko wynikiem głodu idei na lewicy. Dwie trzecie obywateli krajów OECD, organizacji zrzeszającej 30 najlepiej rozwiniętych gospodarek, uważa, jak wykazał sondaż przeprowadzony przez BBC w 2008 roku, że obciążenia i zyski nie były rozłożone sprawiedliwie w ostatnich latach. W 2009 roku OECD opublikowała raport pod znamiennym tytułem Growing Unequal (Nierówności mimo wzrostu). W niemal wszystkich 30 krajach rozwarstwienie dochodów wzrosło wyraźnie na przestrzeni ostatnich 20 lat (nierówności majątkowe są znacznie większe). Nie tylko globalizacja jest temu winna, również postęp technologiczny, starzenie się społeczeństw, osłabienie roli związków zawodowych. A także polityka państw: choć wydatki socjalne w ostatnich dwóch dekadach nieustannie rosły, to reformy podatkowe doprowadziły do gwałtownego wzrostu nierówności.

Przykład Niemiec (mniej więcej w środku stawki pod względem społecznych nierówności) jest interesujący: jeszcze w latach 90. problem nierówności nie odgrywał niemal żadnej roli. Tymczasem w ciągu ostatniej, wyjątkowo dobrej dla niemieckiej gospodarki dekady liczba najbogatszych – zarabiających powyżej 150 proc. średniego wynagrodzenia – wzrosła z 16 proc do 19 proc. liczba najbiedniejszych zaś (poniżej 70 proc. średniej) z 18 do 22 proc. W latach 2002-07 przeciętny Niemiec w zasadzie nie zwiększył swojego majątku. Wartość majątku wzrosła w tym czasie o 6,6 proc., najbogatszych zaś nawet o 10 proc.

Powodów było wiele: pracownicy nie domagali się podwyżek w obawie przed zduszeniem łapiącej oddech koniunktury; rosnące wpływy z eksportu lądowały na kontach przedsiębiorstw i ich właścicieli korzystających ze zredukowanych podatków (rząd SPD i Zielonych obniżył stawkę w 1999 roku dla najlepiej zarabiających z 53 do 42 proc.). Spadkowi bezrobocia towarzyszył rozrost sektora pracy niskopłatnej wchłaniającej nie tylko bezrobotnych, lecz także zwalniających z pewnych wcześniej posad.

Niemcy nie bez powodu szczycą się dzisiaj tym, że ich gospodarka doskonale poradziła sobie z ostatnim kryzysem. Ale ich przykład jest także potwierdzeniem tezy Wilkinsona i Picketta, że gospodarcze osiągnięcia nie są już gwarancją rozładowania społecznych napięć. To tylko pozorny paradoks, że akurat w okresie „drugiego cudu gospodarczego” (pierwszy przypadł na lata 50.) społeczne tarcia są większe niż kiedykolwiek wcześniej. Badania socjologiczne (np. Wilhelma Heitmeyera z Bielefield) pokazują, że w warstwach średnich i wyższych narasta resentyment do stojących niżej w hierarchii społecznej. Szef liberalnej FDP i minister spraw zagranicznych Guido Westerwelle z sarkazmem mówi o „późnorzymskiej dekadencji”, jakiej oddają się jakoby odbiorcy świadczeń socjalnych, zaś filozof Peter Sloterdijk wzywa do buntu przeciwko systemowi, w którym tzw. nieproduktywni mają rzekomo więcej do powiedzenia niż „łupieni” przez niech podatnicy.

Jedna idea, wiele dróg

Stwierdzenie, że dzisiaj w polityce nie powinno chodzić tylko o równość szans, lecz równość materialną, jest samo w sobie rewolucyjne. Ale nie chodzi o równość absolutną, lecz o dążenie do równości, „zmiany mogą następować w sposób uporządkowany – piszą Wilkinson i Pickett – a nowe społeczeństwo wzrastać na gruncie starego”. Współcześni ideolodzy lewicy (w odróżnieniu od poprzedników) nie próbują udawać, że realizacja ideału równości jest możliwa według jednej prostej recepty. W Szwecji jej wysoki poziom osiąga się za sprawą ogromnej redystrybucji (wysokich podatków). W Japonii jej poziom jest porównywalny, ale wynika z niskiej rozpiętości zarobków – skala redystrybucji jest więc minimalna. Zdaniem autorów „Poziomicy” pożądanym krokiem byłoby zwiększenie udziału pracowników we własności i w zarządzaniu przedsiębiorstw. Nie proponują jednak żadnej strategii społecznej transformacji, pozostawiając decyzję politykom.

Dylematów związanych z realizacją „nowej wielkiej idei” egalitaryzmu jest bez liku. „Równość jako jedyny ideał rządzących pozostaje wartością ulotną” – pisze w Berliner
Republik
Patrick Diamond, tyły doradca Tony’ego Blaira, dziś ekspert londyńskiego think tanku Policy Network. Czy cnota równości materialnej usprawiedliwiać ma wyższy stopień redystrybucji na rzecz biednych, nawet kosztem inwestycji w naukę czy oświatę? Jak rozwiązać konflikt między wydatkami na wsparcie coraz większej liczby ludzi starych i niedołężnych a koniecznością silniejszego wsparcia społecznych dołów? Czy naprawdę jest tak, jak twierdzą Wilkinson i Pickett, że równość służy także tym najzamożniejszym? A nawet jeśli tak jest, to jak ich do tego przekonać?

Architekci nowoczesnej lewicy, jak Robert Misik, nie mają złudzeń, że we współczesnym społeczeństwie, zindywidualizowanym i zróżnicowanym, trudniej jest osiągnąć „więcej równości” niż choćby pół wieku temu. Ale być może wywołana przez autorów „Poziomicy” dyskusja najlepiej potwierdza słowa zmarłego niedawno Tony’ego Judta, który w swojej ostatniej książce Ill Fares the Land pisał, że źródło problemów lewicy leży w języku. Współczesna lewica musi zaproponować spójną opowieść o państwie i społeczeństwie, która trafiłaby do umysłów i serc.

Lewica zajmowała się zbyt długo problemami cząstkowymi: tu żądała wyższych świadczeń dla bezrobotnych, tam chciała reformy szkolnictwa dającej więcej szans imigrantom, jeszcze gdzie indziej wyżywała się w sprzeciwie wobec energii atomowej. Popart empirycznym materiałem rehabilitacja idei równości nie jest jeszcze receptą na „dobre społeczeństwo”, ale może dawać uzasadnienie przedsięwzięciom, które inaczej miałyby tylko technokratyczny charakter. To dlatego tak wielu widzi w niej ideową klamrę, jakiej tak długo szukała europejska lewica.
wredotkaThreads: 5
Posts: 936
Joined: Aug 23, 10
 Jan 16, 11, 10:59    #15
Setna rocznica urodzin Miłosza... Fajnie się to czyta.



Home / Rozmowy po polsku / Unanswered [this forum] | Similar


Similar discussions:

Charakterystyczne błedy popełnione przez obcokrajowców - razem, je wyeliminujemy!  Polak/Polka stulecia


Random: Polish are some of the best educated in the world

Only registered and logged-in users may post here. Please log in or register.


41 [Guests - 31 / Members - 10] users on live forums now


Home | Unanswered | Archives | Random | Statistics Time in Poland: 03:17 / May 27

About Us | Contact Us | Rules, Privacy | Poland Advertising

© 2005-12 PolishForums.com