W Gazecie Świątecznej ukazał się dość obszerny artykuł o bardzo ciekawej postaci Józefie Retingerze. Poniżej zamieszczam parę początkowych akapitów, znacznie więcej informacji można znaleźć w Internecie, a w szczególności tutaj.
W połowie lat 50. Józef Hieronim Retinger miał kłopoty finansowe. Poważne. Mieszkał w obskurnej suterenie w londyńskiej dzielnicy Chelsea. Wieczorem wezwał taksówkę. Gdy ze swej nory wdrapał się po schodkach na chodnik, wysiadł do samochodu i rzucił: „Proszę mnie zawieść do Buckingham Palace”, taksówkarz zaprotestował – o tej porze pałac był już zamknięty dla zwiedzających. Ale Retinger nie miał zamiaru uprawiać turystyki – w pałacu książę Bernard Holenderski zaaranżował dla niego kolację z księciem Edynburga.
Krótko potem szef jednego z londyńskich oddziałów Lloydsa był bezbrzeżnie zdumiony, gdy dowiedział się że starszy pan w workowatym, dość niechlujnym garniturze, który się zgłosił, nigdy nie miał konta w żadnym banku. Gdy poprosił gościa o referencje, zdumienie zmieniło się w osłupienie – Retinger podał nazwisko prezesa rady nadzorczej Lloydsa, jednego z ministrów rządu Jej Królewskiej Mości i znanego milionera.
Wszystkich, którzy kiedykolwiek zetknęli się z Retingerem, zdumiewały jego znajomości. Wydawało się, że zna niemal wszystkich możnych, wpływowych, wybitnych tego świata, od artystów po polityków, od arystokratów po wojskowych. Wielkie figury europejskiej i amerykańskiej sceny, gdy było trzeba, wyciągały go z kłopotów, wspierały jego pomysły i akcje, słuchały rady. No i płaciły jego rachunki, bo pieniądze nigdy się go nie trzymały.
[…] Tajemnicza osobowość, nadzwyczajne kontakty, dyskrecja w działaniu, a i skuteczność przysporzyły mu wielu wrogów. Jego przyjaciel, eseista Denis de Rougemont, zagadnął go kiedyś: - Mówią, że jesteś masonem, agentem Intelligence Service, CIA, Watykanu, a do tego sympatykiem komunizmu. Czasem nawet, że Żydem i pederastą.
- To jeszcze nie wszystko – odparł rozbawiony, mile połechtany skalą pomówień Retinger.
|