Cały dostępny jest tutaj: o tu. Pewnie jest też gdzie indziej, ale nie chciało mi się szukać.
Mam pana Kaczyńskiego za wytrawnego polityka. Człowieka inteligentnego i obytego w politycznej walce. Człowieka, który wie, że w pamieci wyborców odciskają się wyraziste symbole i obrazy. Takich obrazów udało mu się przemycić kilka. Na przykład - matka, która leżała w szpitalu rzekomo na ośmioosobowej sali (wymowa: jestem zwykłym człowiekiem), czy wyścig z Tuskiem do miejsca katastrofy (wymowa: Tusk jest hieną mającą dobre układy z reżimem Łukaszenki). Pan Kaczyński wie, że to te obrazy zostaną zapamiętane i o nich będzie się dyskutować. A inteligenckich dywagacji Komorowskiego nikt nie zapamięta.
Przede wszystkim mam pana Kaczyńskiego za człowieka, który wie, co mówi. I mówi to co, chce przekazać i tylko to. Nie jest to człowiek, który chlapałby językiem. Zwłaszcza, że wywiad był autoryzowany. Można założyć, ze zawarte w nim informacje są dokładnie tymi, które miały nam z jakiegoś powodu przekazane, że nie ma tam informacji przypadkowych.
Mnie zainteresowały dwa drobne i z pozoru nieistotne szczegóły.
Pierwsza sprawa: Rozmowa poprzez telefon satelitarny pomędzy Prezydentem a Jarosławem Kaczyńskim krótko przed katastrofą.
Wypowiedź: "Później zadzwonił o 8.20. Myślałem, że już wylądował i dzwoni ze Smoleńska. Bardzo rzadko dzwonił z telefonu satelitarnego z samolotu. Powiedział mi, że z Mamą wszystko w porządku i poradził, bym się przespał."
Dlaczego mnie to dziwi? Teoretycznie ta informacja jest mało istotna. Bo cóż niezwykłego w tym, że dwaj bracia rozmawiają o stanie zdrowia matki?
Dlaczego więc ten temat znalazł się w być może naważniejszym wywiadzie, jakiego pan Jarosław Kaczyński udzielił w swoim życiu? Dodatkowo - temat rozmowy telefonicznej jest w wywiadzie bardzo wyeksponowany (np. tzw wstępniak). Jednocześnie pan Kaczyński stara się zapewnić nas, że rozmowa ta miała charakter ściśle prywatny i nie miała nic wspólnego z katastrofą czy sprawami państwowymi. Dlaczego więc o tym mówi w wywiadzie? Dodatkowe wątpliwości: Skoro Pan Lech Kaczyński używał telefonu satelitarnego niezwykle rzadko, to dlaczego zdecydował się użyć go akurat na kilka minut przed katastrofą aby powiadomić o stanie zdrowia matki? Zwłaszcza jeżeli weźmie się pod uwagę, że z samego wywiadu wynika, że pan Jarosław Kaczyński odwiedził matkę w szpitalu poprzedniego dnia. Powinien więc być świetnie poinformowany o wszystkich szczegółach.
Wróble na dachu ćwierkają o:
Tajemnicą poliszynela jest fakt, że pan Prezydent Lech Kaczyński nie podejmował żadnych ważnych decyzji bez konsultacji z bratem. Objawiło sie to np podczas negocjacji Traktatu, gdzie pan Prezydent co chwila wychodził z sali aby odbyc telefoniczną rozmowę z Jarosławem Kaczyńskim. Złośliwi nazywali nawet Lecha Kaczyńskiego "zdalnie sterowanym prezydentem". Pojawiają się opinie, że podczas rozmowy przez telefon satelitarny, to właśnie Jarosław Kaczyński podjął ostateczną decyzję o lądowaniu. Jeżeli to jest prawda - oznaczałoby to koniec jego kariery. Nikt nie zagłosowałby na człowieka, który jest odpowiedzialny za katastrofę.
Moja opinia: Jarosław Kaczyński popełnił duży błąd eksponując sprawę tej rozmowy telefonicznej. Chciał uprzedzić atak, który jeszcze nie nastapił. Wspominając o tym dodał wagi tej sprawie, odkrył karty. Z plotki uczynił temat polityczny. Uwierdził niektórych, że "coś może być na rzeczy".
Druga sprawa: Identyfikacja ciała Lecha Kaczyńskiego.
Wypowiedź: "Pytali, po czym rozpoznaję? Odpowiedziałem, że choćby po bliźnie, którą Leszek miał na ramieniu. To była duża blizna po operacji po wypadku samochodowym. Sprawdzili to i chyba uwierzyli. Nie wiedziałem wtedy, że ręka jest oderwana. Nalegano, bym zgodził się na wykonanie badań DNA. Odmówiłem."
Dlaczego mnie to dziwi?
Po co wspominać o oderwanej ręce? W jakim celu?
Wróble na dachu ćwierkają o:
Pan Palikot zadał publicznie pytanie o szczegóły identyfikacji ciała Lecha Kaczyńskiego. W różnych kregach pojawiają się wątpliwości na ten temat. Zwłaszcza, że analiza DNA nie została przeprowadzona ze względu na opór między innym Jarosława Kaczyńskiego. Niektóre wróbelki ćwierkają o tym, że jest całkiem prawdopodobne, że na Wawelu wcale nie spoczywa ciało Prezydenta. Powstaje więc pytanie: Gdzie jest ciało Lecha Kaczyńskiego? Niektóre, co bardziej fantazyjne, wróbelki ćwierkają o tym, że Lech Kaczyński żyje i ma się dobrze.
Moja opinia:
Pan Jarosław Kaczyński akcentując fakt, że ręka była oderwana, zostawia sobie furtkę na wypadek, gdyby okazało się, że identyfikacja ciała była błędna. W końcu - on zidetyfikował tylko rękę rozpoznajac znajomą bliznę. Do czasu, gdy ta sprawa wypłynie może się okazać, że ręka wraz z blizną zniknie w naturalny sposób.
|