Torq: Bardzo ciekawy wątek. Dzięki, Crow! Proszę bardzo
Budowa Skadru
Gród budują trzej bracia rodzeni; trzech ich było, trzech Merlawczewiczów. Jednym z braci był-ci król Wukaszyn, a Uglesza — drugim, wojewodą, trzecim zasię — Gojko Merlawczewicz. Budowali Skadar nad Bojaną, budowali trzy lata zkolei; przez trzy lata trzystu budowniczych nie zdołało sklecić podwaliny, cóż dopiero — grodu pobudować. Bo co mistrze w dzień pobudowali, to przez noc im wiła obaliła. Kiedy nadszedł nareszcie rok czwarty, zawołała na nich z góry wiła: »Nie męczże się, królu Wukaszynie, nie męczże się i nie marnuj grosza! Nie podołasz sklecić podwaliny, cóż dopiero grodu pobudować, nim nie znajdziesz dwóch podobnych imion, nie odnajdziesz Stoi i Stojana, coby byli bratem oraz siostrą — w podwalinę razem nie wmurujesz. Wtedy tylko stanie podwalina, i w ten sposób cały gród zbudujesz«. Gdy usłyszał owo król Wukaszyn, tedy przyzwał sługę Desymira: »Desymirze, synku mój kochany! Dotąd byłeś moim wiernym sługą, odtąd jesteś mem drogiem dziecięciem. Załóż, synku, konie do kolasy, sześciokrotny bierz ładunek skarbów, przebież, synu, wpoprzek świat ten biały, wszędy szukaj dwóch podobnych imion, szukaj, synu, Stoi i Stojana, coby byli bratem oraz siostrą. Albo porwij ich lub kup za skarby, dowiedź ich do Skadra nad Bojaną, by wmurować w podwalinę wieży, by się trzymać chciała podwalina i abyśmy gród pobudowali«. Gdy usłyszał to sługa Desymir, tedy zaprzągł konie do kolasy, sześciokrotny wziął ładunek skarbów. Ruszył sługa wzdłuż białego świata, poszedł szukać dwóch podobnych imion. Szuka sługa Stoi i Stojana, szuka sługa ich trzy cale lata, lecz nie znalazł dwóch podobnych imion, lecz nic znalazł Stoi i Stojana. Więc do Skadru wrócił nad Bojaną, oddał wierne konie i kolasę, sześciokrotny też ładunek skarbów: »Oto, królu, konie i kolasa, sześciokrotny wraz ładunek skarbów. Jam nie znalazł dwóch podobnych imion, nie znalazłem Stoi i Stojana«. Gdy usłyszał wieść tę król Wukaszyn, Rada przyzwał wnet budowniczego, Rade zwołał trzystu swoich mistrzów. Król buduje Skadar nad Bojaną, król buduje, a wiła obala, nie pozwala nawet wznieść podwalin, cóż dopiero — grodu pobudować. Więc znów woła kiedyś z góry wiła: »Ej, posłuchaj, królu Wukaszynie! Nie męczże się darmo, nie trwoń skarbów, bo nie zdołasz wznieść ni podwaliny, cóż dopiero — grodu pobudować. Lecz jesteście trzej bracia rodzeni i z was każdy ma swą wierną żonę: czyja jutro nad Bojanę przyjdzie i przyniesie obiad budowniczym, tę wmurujcie w podwalinę wieży, to utrzyma wam się podwalina — i tak oto cały gród wzniesiecie«. Gdy usłyszał wieść tę król Wukaszyn, tedy wzywa braci swych rodzonych: »Posłuchajcie, moi drodzy bracia, co nam wiła z gór lesistych woła: niema celu dalej trwonić skarbów — nie pozwala wznieść nam podwaliny, cóż dopiero —pobudować grodu. I mówiła jeszcze wiła z góry, że jesteśmy trzej rodzeni bracia i z nas każdy ma swą żonę wierną. Czyja jutro przyjdzie na Bojane, która obiad dla mistrzów przyniesie, tę wmurować trzeba w podwalinę, to utrzyma nam się podwalina — i tak oto gród pobudujemy. Czyli słowo damy tu przed Bogiem, że z nas żaden żonie nic nie powie, lecz losowi wzajem zostawimy, która przyjdzie jutro nad Bojane?« Dali wzajem to słowo przed Bogiem, że z nich żaden żonie nic nie powie. Ale nocka tymczasem nadeszła; poszli bracia do swych białych dworów, spożył każdy po pańsku wieczerzę, poszedł każdy z żoną do łożnicy. Miły Boże! I cóż to za dziwy! Król Wukaszyn pierwszy zdeptał słowo i najpierwszy żonie swej powiedział: »Strzeż się, strzeż się, moja żono wierna! Nie idź jutro wcale nad Bojanę, ani mistrzom nie przynieś obiadu, bowiem wtedy zgubisz swoją głowę i wmurują-ć w podwalinę wieży«. I Uglesza także słowo zdeptał i też wiernej żonie swej powiedział: »Nie zmylże się, wierna moja żono! Nie idź jutro wcale nad Bojanę, ani mistrzom nie przynoś obiadu, bowiem wtedy zgubisz swoją głowę i wmurują-ć w podwalinę wieży«. Młody Gojko słowa zaś dotrzymał i swej żonie słówka nie powiedział. Gdy nazajutrz ranek im zaświtał, wcześnie wstali trzej Merlawczewicze, ku grodowi poszli nad Bojaną. Czas nastąpił, aby zanieść obiad; kolej była na panią królową. Poszła tedy do swojej bratowej, do bratowej, żony Ugleszynej: »Ej, posłuchaj, moja bratóweczko! Jakoś-ci mnie główka zabolała — daj Bóg zdrowie! — ozdrowieć nie mogę; zanieśże ty obiad budowniczym«. Odpowiada jej żona Ugleszy: »O, bratowo! o, pani królowo! Jakoś-ci mnie rączka zabolała — daj Bóg zdrowie! — ozdrowieć nie mogę; powiedzże to młodszej bratóweczce«. Poszła tedy do młodszej bratowej: »Bratóweczko, młoda ty Gojkowo! Jakoś-ci mnie główka zabolała — daj Bóg zdrowie! — ozdrowieć nie mogę; zanieśże ty obiad budowniczym«. Odpowiada jej młoda Gojkowa: »Słuchaj, matko i pani królowo! Rada byłabym dać posłuch tobie, lecz dzieciątko moje — nie kąpane, białe płótno moje — nie wyprane«. Mówi na to jej pani kiólowa: »Pójdź — powiada — bratóweczko moja, zanieść tylko obiad budowniczym, ja zaś twoje płótno ci wypiorę, a bratowa dziecko ci wykąpie«. Cóż uczynić ma młoda Gojkowa? Poszła zanieść obiad budowniczym. Gdy nad wodę przyszła, nad Bojanę, ujrzał-ci ją Merlawczewicz Gojko. Junakowi serce się zcisnęło, żal zrobiło mu się wiernej żony, żal zrobiło się dziecka w kołysce, gdzie zostało, ledwo że miesięczne, i po twarzy łzy mu się polały. Zobaczyła męża wiotka żonka i ulegle ku niemu podchodzi, i ulegle do niego przemawia: »Co się stało, mój najlepszy panie, że po twarzy łzy ci się polały?« Odpowiada Melawczewicz Gojko: »Źle jest, źle jest, wierna moja żono! Miałem-ci ja jabłuszko ze złota, wpadło-ci mi dzisiaj do Bojany — odżałować jabłuszka nie mogę«. Nie rozumie wiotka młoda żonka, lecz przemawia tak do swego pana: »Tylko módl się do Boga o zdrowie, jeszcze lepsze ulejesz jabłuszko«. Junak tedy bardziej się zasmucił i odwrócił głowę w drugą stronę, nie chciał dłużej patrzeć na swą żonkę. Wtem nadchodzą dwaj Merlawczewicze, dwaj drużbowie młodziutkiej Gojkowej, i pojmali ją za białe ręce, i zawiedli, by ją w gród wmurować. Rada zowią też, budowniczego. Rade skrzyknął swoich trzystu mistrzów, ale wiotka śmieje się kobietka, myźli sobie, że to tylko żarty. Pchnęli-ci ją w gród, by zamurować, obalili trzystu budowniczych, obalili drewno i kamienie — wmurowali Gojkową do kolan. Wciąż się wiotka uśmiecha kobietka, bo wciąż myśli, że to tylko żarty. Obalili trzystu budowniczych, obalili drewno i kamienie — wmurowali Gojkowa do pasa. Zaciężyło drewno i kamienie; co ją biedną, czeka — zrozumiała. Zasyczała gniewnie, ni to żmija, i błagała drużbów swoich miłych: »Jeśli Bóg wam miły, nie pozwólcie zamurować mnie młodą, nieźrałą«. Błaga, błaga, lecz to nie pomaga, bo drużbowie na nią i nie patrzą. Tedy srom swój i wstyd odrzuciła i tak błagać zacznie swego pana: »Nie pozwalajże mnie, dobry panie, nie pozwalaj w gród mnie zamurować, ale poślij kogo do mej matki. Matka moja ma przecież dość skarbów; niech ci brańca kupi, albo brankę — ich wmurujcie w podwaliny wieży«, Tak błagała, ale też bez skutku. Gdy ujrzała zaś wiotka kobietka, że tą prośbą swoją, nic nie wskóra, błaga Rada tak, budowniczego: »W Bogu bracie, budowniczy Rade! Zostaw mi choć otwór ponad piersią i wydobądź mi pierś moją białą, by gdy przyjdzie mój maleńki Jowo, niechaj tędy może ssać mi piersi«. Dał jej Rade ten dowód przyjaźni: pozostawił otwór nad piersiami i wydobył stamtąd pierś jej biała. by gdy przyjdzie jej maleńki Jowo, mógł tamtędy ssać jej białe piersi. Znowu, smutna, Rada przywoływa: »W Bogu bracie, budowniczy Rade! Zostawże mi otwór przed oczyma, bym na biały dwór popatrzeć mogła, gdy mi będą Jowa przynosili i gdy będą znów go zabierali«. I ten Rade dał jej znak przyjaźni: pozostawił otwór przed oczyma, by na biały dwór popatrzeć mogła, gdy jej będą Jowa przynosili i gdy będą znów go zabierali. Tak ją wtedy w gród zamurowali i przynoszą jej dziecko w kołysce. Ona piersią karmiła je tydzień, po tygodniu głos już utraciła, lecz dla dziecka pokarmu nie traci — i karmili je tak rok okrągły. Jak się stało, tak i dziś zostało — i po dziś dzień nie zbraknie na mleku, i dla cudu, i także dla leku, dla tych kobiet, co nie mają mleka.
|